your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

That really makes me wanna Pontypool

Życie miłośniczki horrorów, która ceni w filmie szczyptę oryginalności lub intelektualnej fanaberii, jest trudne. Jak każdy gatunek, także i film grozy ma swoje utarte ścieżki, z których nie lubi zbaczać - co zawsze trochę mnie dziwiło. Ostatecznie kto jak kto, ale reżyser horroru powinien być raczej wprawny w eksploracji ciemnych zaułków lub regionów zbyt dziwnych dla "grzecznego" kina. Na szczęście od czasu do czasu trafia się film, powiedzmy, trochę inny. Taki jak "Pontypool".

No, to robimy radio! - kościsty, malowniczy kowboj Grant Mazzy zasiada przy mikrofonie w swojej dźwiękoszczelnej budce, nalewając sobie kawy z prądem na rozruch. Jak co rano rozpoczyna audycję w lokalnej kanadyjskiej rozgłośni. Dziś nie musi się specjalnie zastanawiać nad tematem. Jadąc do pracy w zimowej ciemności zobaczył za boczną szybą samochodu wykrzywioną, mamroczącą twarz kobiety. Dzieli się swoim przeżyciem z publiką. Szybko odkryje, że nie tylko jemu przydarzyły się dzisiaj dziwne rzeczy.

Żadna specjalna nowość - wzruszycie teraz ramionami. Ano, początkowo zdaje się, że żadna. Jednak zamknięta, klaustrofobiczna przestrzeń malutkiego radia szybko napełni się grozą, spływającą z linii telefonicznych. I nie będzie to oswojony, kanapowy strach, choć z pewnością rozpoznacie w nim coś znajomego. Będzie to uczucie, że gdzieś tam, poza ścianami studia, w ciemności i śnieżnej zamieci, świat kompletnie oszalał.

"Pontypool" to nie jest typ filmu, który chwyta z miejsca za gardło, choć przygrywka podłożona pod z wolna krystalizujący się tytuł wprowadza trochę niepokoju. Efekt grozy jest budowany metodycznie, za pomocą kwantów informacji, niejasnych wzmianek, trzasków w słuchawce, by w końcu osiągnąć szczyt w połowie. Później napięcie zacznie opadać, nie jest to jednak dobry moment na to, by wyłączać telewizor. Wraz z jaśniejszym opisem zagrożenia nadchodzi bowiem przyjemność obcowania z inteligencją i anarchizującym poczuciem humoru McDonalda. Nieskładny, ale frenetyczny finał, do którego w końcu doprowadzi nas reżyser, pozostawia widza w poczuciu przyjemnej konfuzji. W przypadku horroru to rzadkość, a rzeczy rzadkie warto cenić.

Lubię myśleć o "Pontypool" jako o horrorowej odpowiedzi na gawędziarskie filmy Linklatera, prawie wszystko rozgrywa się tu bowiem na poziomie dialogu. Mowa jest nie tylko nośnikiem, ale i źródłem grozy, dosłownie i w przenośni. Niewątpliwie jest to świetny pomysł na mały budżet. Ale również niezła intelektualna prowokacja, z której umysł, gdy już przestanie być sparaliżowany strachem, będzie miał pociechę. Podobno scenariusz tego filmu został zaadaptowany jako słuchowisko. Być może tam jego miejsce, chociaż radio w radiu - to może być początek pętli zmierzającej prosto w obłęd. Spytajcie Granta Mazzy. Z pewnością spotkacie go gdzieś tam, na końcu linii telefonicznej, trzęsącymi się rękami nalewającego sobie kolejny kubek kawy z prądem.

Dzięki za ten tekst. :) Czytam sporo narzekań na drugą połowę "Pontypool", ale dopiero wtedy ten film staje się naprawdę interesujący, bo okazuje się, że poza czarującym głosem jest też intelektualna brawura. Horror o rozpadzie języka, na coś takiego czekałem.

.

Mówiłam, że Ci się spodoba. :) Podobno jedną z inspiracji dla "Pontypool" była "Zamieć" Stevensona.

.

Ten Stephenson mi kołatał, ale tam to było bardziej elegancko uzasadnione.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook