your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Space Oddity

Najnowszy film z uniwersum "Gwiezdnych wojen", choć pełen jest kosmicznych bitew, i bezustannie skacze pomiędzy różnymi ciałami niebieskimi, to opowieść z założenia przyziemna. Legendarni bohaterowie odległej Galaktyki usuwają się w cień, robiąc miejsce dla drugiego szeregu. Rebelia, gloryfikowana w kanonicznych filmach, pokazuje tu swoje zmęczone, moralnie dwuznaczne oblicze. "Łotr 1" pełen jest brzydkich i zdesperowanych ludzi, brudny i zakurzony. Przede wszystkim zaś - blisko mu do kina wojennego, być może zbyt blisko jak na potrzeby miłośników tej przygodowej franczyzy.

Historia rozgrywa się tuż przed rozpoczęciem Nowej Nadziei - pierwszej galaktycznej space opery nakręconej przez Lucasa. Przedstawia losy grupki bojowników, którym udało się wykraść plany Gwiazdy Śmierci, imperialnej superbroni zdolnej do niszczenia całych planet. Jej bohaterką jest Jyn Erso - półsierota wydobyta z więzienia przez rebeliantów. Wspólnie z mniej lub bardziej przypadkowymi towarzyszami broni, z mniejszym lub większym poparciem dowództwa, spróbuje ona dać balansującej na granicy rozpadu koalicji rebeliantów niewielką nadzieję na wygranie kolejnej bitwy z wszechpotężnym Imperium. Przy okazji zaś - zrehabilitować w oczach bojowników swego ojca, głównego konstruktora Gwiazdy Śmierci.

Mamy więc do czynienia z klasycznym przykładem Tajnej Misji realizowanej na terytorium wroga, od wielu już lat stanowiącej kanwę wielu, mniej lub bardziej znakomitych filmów. Kluczowe jest oczywiście to, jak się taką historię poda. Jej przygodowa odsłona zawiera wyrazistego bohatera (lub zróżnicowaną ich galerię) i podkreśla jego przymioty, dzięki którym potrafi on wybrnąć cało z opresji. Gdy jest to film wojenny, zwykle mamy do czynienia z całym oddziałem, co daje możliwość odejścia od indywidualizacji na rzecz ekspozycji wartości takich jak współpraca, braterstwo broni, bohaterstwo (zwanych też "pozytywnymi aspektami wojny"). Łotr 1 podąża drugą z tych ścieżek - nie poświęca wiele czasu bohaterom i choć daje im się wykazać, to skazuje ich na okrutny los. Nie rezygnuje jednak ani z charakterystycznej dla sagi bajecznej scenografii, ani z kultowych postaci uniwersum Gwiezdnych Wojen, które pojawiają się na drugim planie.

Być może właśnie to mieszanie porządków (i cyfrowe zombie Tarkina i Lei)) szkodzi filmowi najbardziej. W obliczu wielkich złoczyńców i bohaterów, zamieszkujących efektowne wnętrza w stylu retro i zażywających chwili odpoczynku przed rozpoczęciem Nowej Nadziei, rebeliancka banda bezdomnych obdartusów wypada niezwykle blado i kliszowo. Choć tak przecież zapewne miało być, bo Łotr 1 to film poświęcony wszystkim tym jednorazowym postaciom, które zwykle giną w tle, kiedy działający w God mode bohater opowieści przygodowej cudem unika kul lub laserów.

Gareth Edwards nie tylko rezygnuje ze sprawdzonej, kojarzonej z franczyzą formuły, ale też złośliwie przetwarza jej największy mit - Rebelię. Galaktyczni powstańcy w Gwiezdnych Wojnach to inkluzywna, relatywnie demokratyczna wspólnota, w której cele i metody trudno powątpiewać. W Łotrze 1 jest to bardziej wewnętrznie skłócona zbieranina, w której trafiają się pogrążeni w szaleństwie ekstremiści. Zbrojna partyzantka, pełna różnej maści wyrzutków, którzy nie zdołali znaleźć dla siebie miejsca w strukturze Imperium lub zostali z niego wykorzenieni siłą. Wielu z żołnierzy Rebelii nie miało nawet możliwości zakosztować innego życia - tkwią w jej strukturach od dzieciństwa, pozbawieni kontroli nad swoim życiem, popełniając kolejne zbrodnie w imię wolności, której nigdy nie poznali. To niesłychanie gorzki obraz, ale zapewne znacznie bliższy realiom wojny domowej rozgrywającej się w wielu miejscach naszej małej planety.

Nie po taki film przyszli do kina miłośnicy sagi rodu Skywalkerów. Jednak właśnie w tym tkwi atrakcyjność jego i podobnych projektów "na boku", realizowanych na zasadach nieco innych niż wiodące serie lukratywnych franczyz. To głównie dzięki nim możemy jeszcze od czasu do czasu, wybierając się na wysokobudżetowy film hollywoodzki, zostać zaskoczeni. Niekiedy nawet przyjemnie. Czego jak najwięcej życzę sobie i Wam.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook