your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Thor Waititirama

Thor: Ragnarok mógłby zostać najgorszym z dotychczasowych filmów o Bogu Piorunów. Poprzednie części nie wysadzały specjalnie czachy, więc można sobie wyobrazić, jaki poziom mam na myśli. Zarys scenariusza wygląda jak typowy Marvelowski bullshit, w którym ktoś próbuje podbić Asgard, a Thor z powodu problemów technicznych musi chwilę poczekać zanim zrobi z tym porządek. Na szczęście tę mało obiecującą historię dostał w swoje ręce nowozelandzki trickster, Taika Waititi.

Zacznijmy jednak od bullshitu, żeby mieć to już z głowy. Tym razem Asgard zostaje najechany przez armię jednoosobową - podającą się za boginię śmierci Cate Blanchett z rogami. Thor, pozbawiony swego młota Mjolnira i uwięziony na planecie-śmietnisku, bohatersko próbuje uwolnić się, zmontować ekipę ratunkową i zapobiec zagładzie swego świata. Zajmuje mu to, mówiąc szczerze, znakomitą większość filmu. Czyli jakby nic nowego.

Na marginesie: Thor: Ragnarok mógłby zostać również najbardziej ponurym z filmów o Thorze. W tle bowiem rozwija się opowieść o potężnym, kwitnącym imperium Odyna, niegdyś ufundowanym na wojnie i przemocy, a dziś skazanym na zagładę.

Waititi uczynił jednak Ragnarok zarówno najlepszą, jak i najzabawniejszą odsłoną quasi-nordyckiej sagi, inwestując weń swoje ucho do dialogów, unikalne poczucie humoru, umiejętność pracy z aktorami, zamiłowanie do kampowej estetyki, a także własną vis comica. Ogólny zarys poważnej, epickiej historii zostaje jakoś tam zrealizowany. Jednak film naszpikowany jest scenami, których sednem jest zabawa posągowymi wizerunkami superbohaterów i pełnymi patosu kliszami charakterystycznymi dla filmów tego rodzaju. Co więcej, Waititi najwyraźniej przekonał do swojej wizji aktorów. Od czasu Pogromców duchów nie miałam wątpliwości, że Hemsworth nieźle czuje się w lżejszych klimatach i potrafi uderzyć w komediowy ton. Jednak w Ragnaroku robią to właściwie wszyscy. Hiddleston w wyrazisty sposób blednie na widok Hulka, Hopkins z radością ogrywa fałszywego Odyna, zaś Cumberbatch jako doktor Strange subtelnie bawi się swoim emploi superinteligentnego socjopaty (scena spotkania z Thorem to kilkuminutowy majstersztyk). Marvelowscy debiutanci, Karl Urban i Jeff Goldblum, również dobrze wiedzą, na jaką imprezę zostali zaproszeni i kiedy tylko mają po temu okazję, serwują widzom złoto najwyższej próby. Na ekranie w prawdziwie bezcennej roli drugoplanowej pojawia się też sam reżyser. Od dawna już narzekałam, że Disney/Marvel wysysa z rynku dobrych aktorów, angażując ich we franczyzy, w których nie mają nic sensownego do roboty. Tutaj nareszcie ktoś zwrócił uwagę na ich talenty, nie tylko na gwarantujące kasę nazwiska. Na lodzie została jedynie Cate Blanchett, która głównie szczerzy się i rzuca złowrogie spojrzenia - ale przy tak napisanej roli cóż innego jej pozostało.

Właściwie od czasu pierwszych Avengers Marvel nie dał nam filmu, w którym tyle miejsca poświęca się postaciom i ich interakcjom. Czas Ultrona i Wojna bohaterów przeładowane były wybuchami, trzecia część Iron Mana opierała się jak zwykle na problemach emocjonalnych Starka. Waititi jest zaś reżyserem, który specjalizuje się w scenach komicznych przepychanek. Najwyraźniej producenci uznali, że warto dać mu się wyszaleć, bo jego nieco zwariowany humor to zupełnie inna półka niż poprawne żarty w dotychczasowych filmach Marvela, w szczególności przyciężkie dowcipasy a'la Strażnicy Galaktyki. Rezultatem jest wspaniały, choć wyraźnie trudny, kompromis między gromkopierdnym kinem superbohaterskim a ekscentrycznym filmem autorskim. Publiczność najwyraźniej jest z tego dealu zadowolona. I miejmy nadzieję, że będzie chcieć więcej.

Główna zła do redesignu. Poza tym to chyba nie dało się zrobić lepszego filmu, mając za widza docelowego 13-latka, który nie może się na niczym skupić dłużej niż trzy sekundy.

.

Wg mnie film jest 6/10 . Szału nie ma, po prostu jest spoko

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook