Esme

napisała o W imię...

Chyra w sutannie dokonuje aktorskich cudów. Niestety Szumowska rzuca mu trochę kłody pod nogi różnorakimi wątpliwej jakości pomysłami, które w zamierzeniu miały być chyba ostre i kontrowersyjne, a wyszły tylko dziwnie. Najlepsze momenty to te, w których Gośka rzuca w kąt te swoje zamysły i po prostu robi bolesne kino o samotności. To jej wychodzi. Nie wiem po cholerę upiera się, żeby osiągnąć jakiś inny efekt.

Chyra to mistrz aktorstwa więc tylko dla niego obejrzę.

Zakończenie sugeruje takie kuriozalne wnioski, że głowa mała. Aż nie wiem, czy uznać to za wadę czy zaletę. W sumie, dawno mnie tak żaden reżyser nie zaskoczył. Szumowska to legalna kosmitka.

Zakończenie jest - nie bójmy się tego określenia - budzące grozę. Codziennie wieczór piję szklankę wódki, próbując o nim zapomnieć. Minęły już trzy kwartały i wciąż mi nie wychodzi.

@Esme @nevamarja
A o co wam chodzi z tym zakończeniem, bo tak tajemniczo i wiele sugerujaco mówicie, a nie mówicie? Nie o to chodzi, że Bóg jest miłością? :)

Ilość gejów na metr kwadratowy popegeerowskiej wioski jest w tym filmie nienaturalnie duża, ale jakoś przełknęłam to przejaskrawienie. Natomiast ostatnia scena, w której wychodzi na to, że Przeczytaj spoilery +

Wszyscy mówią tylko o tym zakończeniu. To musi być naprawdę traumatyczne, aż nabrałem ochoty na wizytę w kinie ;)

Nie tyle traumatyczne co bzdurne.

Dlaczego wszyscy? W żadnej recenzji nie ma o nim słowa. Jak spotkam jakiegoś krytyka, to się go zapytam, jaki on ma sposób na zapominanie, bo widocznie skuteczniejszy niż mój ;)

Byłem przekonany, że w relacjach z Berlina widziałem narzekanie na finał, ale teraz tego nie znajdę, bo gazety strzegą swych archiwalnych treści niczym lwy ;)

1. W mojej opinii to jest film o samotności, a nie księdzu, który jest gejem (co sugerują liczne opinie "obiegowe")
2. Najmocniejsze sceny to poczatek i koniec - nie związane ze sobą i jakby inne od reszty tworzą świetna klamrę spinającą całość i najbardziej zapadaja w pamięć.
3. Sam temat homoseksualny to trochę za mało na dobry film (zawsze powtarzam, że filmów o gejach nakręcono już dużo)
4. "Freeier Fall" podobał mi się bardziej, niż "W imię...", podobnie przed rokiem "Stadt, Fluss, Land" oceniłem lepiej niż "Keep The Light On" - pewnie mam inny gust niż jurorzy Teddy Award.
5. Mimo swoich wad "W imię..." jest interesującą pozycją na polskim rynku filmowym - w tym kraju takich filmów się nadal nie kręci.